Makrofotografia
to jedna z dziedzin fotografii, które najbardziej mnie interesują.
Najbardziej komfortowym sposobem na robienie zdjęć makro jest posiadanie
aparatu ze specjalnym obiektywem. Jednak takiego obiektywu raczej nie
znajdziemy w zestawie z aparatem, a do tanich one nie należą. Na
przykład do mojego Olympusa kosztuje on około 2400 złotych, czyli
znacznie więcej, niż kosztowało body wraz z dwoma obiektywami w zestawie
rok temu. Jak więc wyposażyć się w sprzęt niezbędny do makrofotografii i
nie zbankrutować? Już tłumaczę.
Musimy
wyposażyć się w kilka różnych rzeczy, ale będzie to o wiele tańsze, niż
kupno obiektywu do makro. Czego będziemy potrzebować?
- Pierwsze, co musimy mieć, to aparat z wymienną optyką. Bez tego ciężko będzie cokolwiek zdziałać. ;)
- Następnie
dokupujemy adapter, dzięki któremu podepniemy do naszego aparatu
obiektywy z gwintem m42. W zależności od tego, jakiego sprzętu używamy,
taki adapter znajdziemy już za 20zł.
- Podstawą
do makro będą pierścienie pośrednie pod gwint m42. Wydłużają one
odległość między matrycą, a obiektywem. Ich koszt również zaczyna się od
20zł.
- Żeby
jeszcze bardziej wzmocnić zbliżenie będziemy potrzebować telekonwertera
pod gwint m42. Takie szkło normalnie służy do podwojenia powiększenia
zwykłego obiektywu i jest tanią alternatywą dla teleobiektywu, lub jego
wzmocnieniem. Kosztuje od 30zł.
- Ostatnią
niezbędną rzeczą jest jakiś standardowy obiektyw z gwintem m42.
Obiektywy takie są najtańszym chyba rozwiązaniem i właśnie dlatego
pisałem wcześniej o tym rodzaju mocowania. Ja od siebie polecam jakiegoś
Heliosa - sam takiego używam - którego kupimy w przedziale od 50 do 100
zł.
I
to wszystko, co będzie nam potrzebne. Zakładając, że mamy już jakiś
aparat z wymienną optyką, powinniśmy wydać nie więcej, niż 200 zł,
zamiast kilku tysięcy na obiektyw do makro. :) Teraz wystarczy cały ten
sprzęt zamontować do naszego aparatu. Oto właściwa kolejność:
- Aparat z wymienną optyką.
- Adapter na m42.
- Telekonwerter.
- Pierścienie pośrednie.
- Obiektyw.
I dla pewności na obrazku:
Żeby
jednak nie było tak różowo - oczywiście musi być jakieś "ale". Wadą
takiego rozwiązania jest to, że zanim obraz trafi przez te wszystkie
elementy na matrycę, to straci sporo światła. Dlatego też może być
konieczne doświetlanie np. lampką jak widać na powyższym zdjęciu. Czasem
opłaca się użyć lampy błyskowej, ale czasem tylko zepsuje nam zdjęcie.
Przykład:
 |
Zdjęcie bez lampy błyskowej
|
 |
Zdjęcie z lampą błyskową
|
Jeszcze garść porad, jak robić zdjęcia makro takim sprzętem:
- Telekonwertera nie montujemy bezpośrednio przed obiektywem - da to odwrotny efekt.
- Jeśli
chcemy uzyskać mniejsze zbliżenie, bo np. obiekt nie mieści nam się w
kadrze, ustawiamy ostrość bliżej nieskończoności, lub odmontowujemy
telekonwerter albo/i któryś pierścień pośredni.
- Dla maksymalnego zbliżenia montujemy wszystko tak, jak na obrazku i ustawiamy ostrość na M.
- Ważna
jest praca przysłoną: im bardziej otwarta, tym więcej światła i - co za
tym idzie - koloru, ale mniejsza głębia ostrości; im bardziej
zamknięta, tym większą głębię ostrości uzyskamy, ale mniej światła i
koloru znajdzie się na zdjęciu.
- Ostrości na obiekcie szukamy przysuwając obiektyw bliżej lub dalej.
- Idealnie
fotografuje się w pełnym świetle słonecznym, albo w dobrze oświetlonym
studio/whiteboksie. Jeśli nie mamy do tego dostępu, to staramy się w
miarę możliwości użyć jak najwięcej dostępnego światła. Jeśli zdjęcia
robione z ręki się rozmazują używamy statywu.
- Jeśli nasz aparat ma funkcję robienia zdjęć seriami, tutaj okaże się bardzo przydatna.
- Ustawienia migawki najlepiej będzie zostawić aparatowi, tryb auto w takiej sytuacji to żaden wstyd.
To
w zasadzie wszystko. Teraz możemy już brać się za fotografię makro i
robić to ze świadomością, że nie wydaliśmy zbyt wiele na ten cel. :)
Jeszcze
ogłoszenia parafialne. ;) Mam kilka nowych technikaliów, jednym z nich
jest opisywany tu przy okazji telekonwerter TK-2M. Pozostałe to lampa
błyskowa Unomat 20B oraz teleobiektyw z gwintem m42, PORST Tele Zoom
Auto 1:4/70~220. Obiektyw w trakcie testów, jakieś zdjęcia na blogu
niebawem, najprawdopodbniej, gdy pogoda się poprawi. ;)