Translate

poniedziałek, 7 marca 2016

Kamieniec Ząbkowicki i okolice.

Licząca sobie około tysiąca lat wieś Kamieniec Ząbkowicki zainteresowała tydzień temu mnie i moją żonę jako miejsce niedzielnego "wypadu" turystycznego głównie ze względu na zabytkowy pałac. Mnie zaciekawiły też okoliczne zbiorniki wodne, w pobliżu których chciałem spróbować dziennych long-exposure z filtrem. Czy ta wycieczka okazała się warta godzinnej jazdy z Wrocławia i dwudziestokilometrowego spaceru? O tym w dalszej części wpisu.

Kamieniec powitał nas całkiem ładnym - choć pozbawionym kas i straszącym zaniedbanymi nieco toaletami - dworcem kolejowym. Do właściwej części miejscowości, w której znajdują się zabytkowe obiekty, mieliśmy spory kawałek drogi do przejścia. Wieś ta okazała się bardziej przypominać małe miasteczko: co prawda było tu wiele domków jednorodzinnych, ale im dalej szliśmy, tym więcej widzieliśmy bloków mieszkalnych. Miejscowość ta leży na dość górzystym terenie, więc wieże pałacu zobaczyliśmy dopiero w połowie drogi - sterczały posępnie z zamglonego lasu-parku. Mgła była dosyć obfita, a i ogólnie pogoda była nieszczególna - zachmurzone niebo i raczej niska temperatura nie umilały spaceru.

Pierwszym obiektem, do jakiego trafiliśmy był dawny ewangelicki kościół Trójcy Świętej, służący obecnie jako sala koncertowo – wystawiennicza. Potocznie nazywany jest "czerwonym kościółkiem".





W jego sąsiedztwie umiejscowiony jest parking dla autokarów, a z drugiej strony mały park. Za nim i za rzeką Budzówką leży zespół klasztorny opactwa cysterskiego:


Spod czerwonego kościółka, spomiędzy drzew spogląda ze wzgórza monumentalny Pałac Księżnej Marianny Orańskiej.

Wspinając się na wzgórze i widząc coraz dokładniej budynek pałacu, zauważaliśmy coraz więcej śladów zniszczeń. Pałac ten jest piękny, niemal bajkowy, ale niestety w bardzo złym stanie. Druga wojna światowa odbiła na nim swoje piętno, a zaraz potem został rozgrabiony i spalony przez sowietów. Także polscy szabrownicy nie mieli dla niego litości. W czasach komuny nikt nie przejmował się tym, żeby zadbać o ten zabytek i dopiero gdy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku został wydzierżawiony prywatnemu przedsiębiorcy, rozpoczęły się prace nad jego rekonstrukcją. Kilka lat temu został przejęty przez gminę, która kontynuowała remont. Pałac można zwiedzać dopiero od trzech lat, chociaż wciąż jest w dużej mierze zniszczony i jeszcze wiele pracy oraz pieniędzy będzie potrzebnych, żeby wrócił jego dawny blask.

Do tylnej części pałacu prowadzi ścieżka, z której widać dawną pompownię wody i gazownię.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jakkolwiek niesamowicie i monumentalnie by ten pałac nie wyglądał od strony miasta, to dopiero od tyłu widać jego pełne piękno. Wieże, arkady, dawny ogród z fontannami - to wszystko aż prosi się o odnowienie i dopieszczenie. I - akurat, gdy tam byliśmy - spomiędzy chmur wyjrzało słońce. Po raz pierwszy i ostatni tego dnia. Pałac w słońcu wyglądał jeszcze piękniej. Nie mogłem tego nie wykorzystać i nie zrobić kilku zdjęć. W tym panoramy. A nawet dwóch.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA


OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szkoda tylko, że cały teren na zewnątrz pałacu to jeden wielki plac budowy i trwają tam wciąż prace remontowe, przez co nie można tam się przejść i pozwiedzać.
Kawałek dalej znajdują się zbiorniki wodne, które zasilały pałacowe fontanny i baseny. Są w jeszcze gorszym stanie i nie wygląda na to, żeby ktokolwiek się nimi przejmował. W wielu miejscach się rozpadają i porastają mchem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pałacowy park jest ogromny i przypomina raczej las. Jest pełen ścieżek, szlaków turystycznych, stawów, zrównanych z ziemią ruin budynków, a gdzieniegdzie osunęła się ziemia, odsłaniając ciekawie wyglądające skały.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W parku było też mnóstwo ptaków i wiewiórek. Co chwila widzieliśmy dzięcioły, a słychać je było prawie cały czas. Niestety żadnego nie udało mi się sfotografować.

Jednak najciekawszym obiektem znajdującym się tam jest chyba Mauzoleum Hohenzollernów. Niestety również jest bardzo zniszczone. Co prawda ktoś próbował je ogrodzić, ale na nie wiele się to zdało - z ogrodzenia nie zostało prawie nic, a budynek jest pomazany farbą w sprayu i zaśmiecony. Jestem pewien, że wieczorami przesiadują tam tzw. "elementy społeczne".

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mauzoleum to znajduje się na drugim końcu parku. Po wyjściu z niego zobaczyliśmy całkiem ładną, nawet pomimo kiepskiej pogody panoramę. Widać było stamtąd dworzec, na którym wysiadaliśmy, rozległe polany, na których pasły się sarny i wieś Byczeń, którą potem minęliśmy po drodze do zbiorników. 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieś Byczeń okazała się być całkiem uroczym miejscem, pełnym starych, ale ładnych domków ulokowanych na pagórkach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dalsza droga coraz bardziej nam się dłużyła ze względu na sporą odległość do zbiorników, które chciałem sfotografować i przez to, że byliśmy już trochę zmęczeni. Coraz mniej chciało mi się robić zdjęcia i coraz bardziej przerażała nas droga powrotna. Po drodze mijaliśmy wiele stawów, przy niektórych były kopalnie. Przez pewien czas towarzyszyła nam rzeka Nysa Kłodzka. Jednak najbardziej zaciekawiły nas kwitnące wierzby - ich gałęzie zdobiły całkiem już ładnie rozwinięte bazie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po bardzo, bardzo długim marszu dotarliśmy w końcu do zbiornika wodnego Topola. Nie mieliśmy już sił iść dalej, a widok okazał się nieciekawy. Szkoda było nawet ustawiać statyw. Duże zachmurzenie i straszna mgła nie pomagały. Może przy lepszej pogodzie można by tam zrobić jakieś ciekawe zdjęcia. Zrobiliśmy sobie tam dłuższy postój, po czym ruszliśmy najkrótszą drogą do dworca w Kamieńcu. Już całkowicie straciłem zapał do robienia zdjęć i spakowałem aparat i torbę z obiektywami do plecaka. Czekał nas jeszcze długi "spacer", na który nie mieliśmy już zbytniej ochoty, tym bardziej, że trzeba było wracać tą samą drogą prawie pod mauzoleum i dopiero tam mogliśmy skrócić sobie drogę. Na miejscu wykończeni poszliśmy na peron i umililiśmy sobie oczekiwanie na pociąg partią gry w Scrabble.

Czy było warto odwiedzić Kamieniec Ząbkowicki i jego okolice? Myślę, że tak, ale tylko ze względu na jego zabytki, których nie ma jednak zbyt wiele. Gdybym wcześniej wiedział, jak to będzie wyglądać, to nie szedłbym dalej, niż do Byczenia. Mimo wszystko pałac jest piękny i odwiedzę go koniecznie, gdy zrobi się bardziej zielono i będzie ładna pogoda.

piątek, 26 lutego 2016

Monitoring.

Kamienica Roeslera i Hurtiga, ulica Krakowskie Przedmieście, Warszawa.

Sikorki też lubią pączki.

Jakiś czas temu spotkałem modraszkę, która raczyła się pączkami. Nie były to jednak tłuste i słodkie wyroby cukiernicze, a pączki drzewa. Takie pożywienie nie odbiegałoby od standardowego jadłospisu tych ptaków, gdyby nie fakt, że miało to miejsce w lutym, te sikorki żywią się pączkami wiosną. Taką mamy zimę - wszystko pączkuje oraz kwitnie i drobne ptaki mają w czym wybierać. A słonina za moim oknem wisi nietknięta.

Modraszka zwyczajna, modraszka, sikora modra (Cyanistes caeruleus syn. Parus caeruleus):

 
 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

poniedziałek, 22 lutego 2016

Struktura życia


Mural na zburzonej w roku 2015 kamienicy nr 48a przy ul. Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego we Wrocławiu. Napis: "Struktura życia jest wrażliwą formą". Wygląda na to, że ta kamienica osobiście przekonała się o prawdziwości tego stwierdzenia.

niedziela, 21 lutego 2016

Lustro.

Na pierwszy rzut oka ciężko stwierdzić, co to zdjęcie ma wspólnego z lustrem, ale wprawne oko zauważy po chwili, że cały kadr to odbicie lustrzane.

piątek, 19 lutego 2016

Polowanie na śmieszki.

Dzisiaj, przy okazji załatwiania spraw na mieście, zabrałem ze sobą nowy obiektyw, bo strasznie mnie ostatnio kusi, żeby go potestować. Mimo, iż pogoda była okropna - duże zachmurzenie i śnieg - udało mi się "upolować" kilka mew. Zdjęcia wykonane zestawem:

Olympus E-PL5 + Telekonwerter TK-2M + PORST Tele Zoom Auto 70~220mm f1:4

Nie mogę się doczekać słonecznych dni, żeby w pełni wykorzystać potencjał tego obiektywu. :)

Mewa śmieszka, śmieszka (Chroicocephalus ridibundus syn. Larus ridibundus):

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

środa, 17 lutego 2016

Makro tanim kosztem - miniporadnik.

Makrofotografia to jedna z dziedzin fotografii, które najbardziej mnie interesują. Najbardziej komfortowym sposobem na robienie zdjęć makro jest posiadanie aparatu ze specjalnym obiektywem. Jednak takiego obiektywu raczej nie znajdziemy w zestawie z aparatem, a do tanich one nie należą. Na przykład do mojego Olympusa kosztuje on około 2400 złotych, czyli znacznie więcej, niż kosztowało body wraz z dwoma obiektywami w zestawie rok temu. Jak więc wyposażyć się w sprzęt niezbędny do makrofotografii i nie zbankrutować? Już tłumaczę.

Musimy wyposażyć się w kilka różnych rzeczy, ale będzie to o wiele tańsze, niż kupno obiektywu do makro. Czego będziemy potrzebować?
  1. Pierwsze, co musimy mieć, to aparat z wymienną optyką. Bez tego ciężko będzie cokolwiek zdziałać. ;)
  2. Następnie dokupujemy adapter, dzięki któremu podepniemy do naszego aparatu obiektywy z gwintem m42. W zależności od tego, jakiego sprzętu używamy, taki adapter znajdziemy już za 20zł.
  3. Podstawą do makro będą pierścienie pośrednie pod gwint m42. Wydłużają one odległość między matrycą, a obiektywem. Ich koszt również zaczyna się od 20zł.
  4. Żeby jeszcze bardziej wzmocnić zbliżenie będziemy potrzebować telekonwertera pod gwint m42. Takie szkło normalnie służy do podwojenia powiększenia zwykłego obiektywu i jest tanią alternatywą dla teleobiektywu, lub jego wzmocnieniem. Kosztuje od 30zł.
  5. Ostatnią niezbędną rzeczą jest jakiś standardowy obiektyw z gwintem m42. Obiektywy takie są najtańszym chyba rozwiązaniem i właśnie dlatego pisałem wcześniej o tym rodzaju mocowania. Ja od siebie polecam jakiegoś Heliosa - sam takiego używam - którego kupimy w przedziale od 50 do 100 zł.
I to wszystko, co będzie nam potrzebne. Zakładając, że mamy już jakiś aparat z wymienną optyką, powinniśmy wydać nie więcej, niż 200 zł, zamiast kilku tysięcy na obiektyw do makro. :) Teraz wystarczy cały ten sprzęt zamontować do naszego aparatu. Oto właściwa kolejność:
  1. Aparat z wymienną optyką.
  2. Adapter na m42.
  3. Telekonwerter.
  4. Pierścienie pośrednie.
  5. Obiektyw.
I dla pewności na obrazku:
WP_20160217_22_17_28_Pro.jpg
Żeby jednak nie było tak różowo - oczywiście musi być jakieś "ale". Wadą takiego rozwiązania jest to, że zanim obraz trafi przez te wszystkie elementy na matrycę, to straci sporo światła. Dlatego też może być konieczne doświetlanie np. lampką jak widać na powyższym zdjęciu. Czasem opłaca się użyć lampy błyskowej, ale czasem tylko zepsuje nam zdjęcie. Przykład:
Zdjęcie bez lampy błyskowej
Zdjęcie z lampą błyskową

Jeszcze garść porad, jak robić zdjęcia makro takim sprzętem:
  • Telekonwertera nie montujemy bezpośrednio przed obiektywem - da to odwrotny efekt.
  • Jeśli chcemy uzyskać mniejsze zbliżenie, bo np. obiekt nie mieści nam się w kadrze, ustawiamy ostrość bliżej nieskończoności, lub odmontowujemy telekonwerter albo/i któryś pierścień pośredni.
  • Dla maksymalnego zbliżenia montujemy wszystko tak, jak na obrazku i ustawiamy ostrość na M.
  • Ważna jest praca przysłoną: im bardziej otwarta, tym więcej światła i - co za tym idzie - koloru, ale mniejsza głębia ostrości; im bardziej zamknięta, tym większą głębię ostrości uzyskamy, ale mniej światła i koloru znajdzie się na zdjęciu.
  • Ostrości na obiekcie szukamy przysuwając obiektyw bliżej lub dalej.
  • Idealnie fotografuje się w pełnym świetle słonecznym, albo w dobrze oświetlonym studio/whiteboksie. Jeśli nie mamy do tego dostępu, to staramy się w miarę możliwości użyć jak najwięcej dostępnego światła. Jeśli zdjęcia robione z ręki się rozmazują używamy statywu.
  • Jeśli nasz aparat ma funkcję robienia zdjęć seriami, tutaj okaże się bardzo przydatna.
  • Ustawienia migawki najlepiej będzie zostawić aparatowi, tryb auto w takiej sytuacji to żaden wstyd.
To w zasadzie wszystko. Teraz możemy już brać się za fotografię makro i robić to ze świadomością, że nie wydaliśmy zbyt wiele na ten cel. :)


Jeszcze ogłoszenia parafialne. ;) Mam kilka nowych technikaliów, jednym z nich jest opisywany tu przy okazji telekonwerter TK-2M. Pozostałe to lampa błyskowa Unomat 20B oraz teleobiektyw z gwintem m42, PORST Tele Zoom Auto 1:4/70~220. Obiektyw w trakcie testów, jakieś zdjęcia na blogu niebawem, najprawdopodbniej, gdy pogoda się poprawi. ;)

poniedziałek, 15 lutego 2016

Pod wodą.

W maju ubiegłego roku odwiedziłem najnowszą atrakcję wrocławskiego Zoo - Afrykarium, a w nim małe oceanarium. Co prawda trzeba było się przeciskać przez strasznie gęsty tłum, ale i tak było bardzo ciekawie.

 
 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

niedziela, 14 lutego 2016

Huby.

Huba, to potoczna nazwa owocnika grzyba nadrzewnego. Różne rodzaje żyją zarówno na martwych, jak i żywych roślinach. Wszystkie są grzybami podstawkowymi i dzielą się na tak wiele rzędów, rodzin i rodzajów, że nie potrafię ich rozróżnić. Dla mnie to po prostu huby. ;) Ciekawe jest to, że niektóre huby rosną latami i mogą osiągać ogromne rozmiary - największe zarejestrowane miały około 1,5 metra szerokości i długości. Te na moich zdjęciach są dużo mniejsze, ale każdy grzyb jest inny i ciekawy. ;)

 
 
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

czwartek, 11 lutego 2016

Komarnica.

Uchwyconą manualnym Heliosem 44-2 komarnicę oznaczam jako komarnica warzywna (Tipula oleracea), chociaż nie byłem pewien, czy to nie błotniarka (Tipula paludosa), ale trafiłem na zdjęcie bardzo podobnego okazu, opisanego jako samica komarnicy warzywnej właśnie, znanej też pod nazwami koziułka warzywna i koziułkowiec. Owad jest pokaźnych rozmiarów (rośnie do 2,5 cm), ale nie bójcie się, jeśli taki kiedyś odwiedzi Wasz dom - z komarami łączy ją jedynie nazwa i wygląd. Jest nieszkodliwa dla ludzi, ale może za to być zagrożeniem dla ogródka, bo składa jaja na roślinach, którymi potem żywią się larwy i jest uważana za szkodnika. Zdjęcie z września 2015.

Komarnica warzywna, koziułka warzywna, koziułkowiec - samica (Tipula oleracea, syn. T. pratensis, T. submendosa)

Paralotnia.

Kolejne wspomnienia z wakacji na wsi. Podczas gdy my leniliśmy się nad potrawami z grilla, nad naszymi głowami brzęczała paralotnia silnikowa, a lotnik podziwiał krajobrazy. To była świetna okazja, żeby poćwiczyć fotografię ruchomych obiektów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 

Paralotnia z napędem silnikowym (PPG).

poniedziałek, 8 lutego 2016

Wiosenny wróbelek.

Wróbel zwyczajny, wróbel domowy, jagodnik, po prostu wróbel, a po łacinie Passer domesticus. Jeden z najpowszechniejszych ptaków, jakie można spotkać w polskich miastach, ma mnóstwo nazw, ale tego konkretnego samczyka nazwałem wiosennym wróbelkiem, bo został sfotografowany wiosną ubiegłego roku i wygląda bardzo optymistycznie. Wiosennie wręcz. :)

Wróbel zwyczajny, samiec (Passer domesticus)