Jakiś czas temu, gdy w pobliżu mojego bloku miał miejsce wypadek, śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (Eurocopter EC-135P2i) patrolował okolicę latając bardzo wolno i nisko. Dzięki temu mogłem go z łatwością sfotografować.
W
te wakacje, które spędziłem we Władysławowie, stwierdziłem, że plecak ze
sprzętem fotograficznym będę brał ze sobą niemalże wszędzie, co okazało
się dobrą decyzją. Gdyby nie to, nie sfotografowałbym jednego z
ciekawszych miejsc, które widziałem.
Z Władysławowem graniczy Chłapowo, w którym ktoś wpadł na świetny pomysł - postawił samolot pasażerski Tupolew Tu-134A (pewnie kupiony od LOTu) przy polu kempingowym na nadmorskim klifie i zrobił w nim restaurację.
Z
opinii w Internecie można wyczytać, że zarówno kuchnia, jak i obsługa
były bardzo dobre, a dodając do tego niecodzienne umiejscowienie
restauracji, można by się spodziewać, że miejsce to świetnie prosperuje i
przynosi niezłe zyski. Niestety tak nie jest, bo zostało zamknięte na
stałe.
Nie
ma niestety nigdzie informacji czemu tak się stało, ani kiedy nastąpiło
zamknięcie. Ostatnia opinia o tym miejscu w Internecie jest sprzed
pięciu miesięcy, ale ciężko powiedzieć, czy nie została dodana po
zamknięciu restauracji. W każdym razie trochę czasu musiało minąć, bo
farba zakrywająca logo LOTu zdążyła częściowo zejść, a tabliczka z
cennikiem zwiedzania wygląda na dosyć starą.
Sam
kemping też wydaje się być nieczynny. Niestety nie udało mi się wejść
na teren i zrobić zdjęć z bliska lub wnętrza, bo jest on ogrodzony i
zamknięty na kłódki, a do tego strzeżony przez psa.
Bardzo
szkoda tego miejsca. Wygląda na świetną atrakcję dla dzieci i
dorosłych, a szczególnie dla wielbicieli samolotów. Można tylko gdybać
na temat powodów zamknięcia restauracji, ale moim zdaniem to dziwne, że
tak ciekawe miejsce jest nieczynne.
Mimo
wszystko, będąc w okolicy, warto odwiedzić tego opuszczonego Tupolewa,
bo jest to bardzo ciekawy, niecodzienny widok. A do tego nie wiadomo,
jak długo jeszcze ten samolot tam postoi, skoro restauracja jest
zamknięta i nie wygląda na to, że jej działalność może być wznowiona.
W
ubiegłą niedzielę wybrałem się z rodziną na drugi dzień XI Małopolskiego
Pikniku Lotniczego, który odbył się w Muzeum Lotnictwa Polskiego
w Krakowie na lotnisku Rakowice-Czyżyny. Pogoda delikatnie mówiąc nie
dopisała (lało) i niektóre atrakcje się nie odbyły, ale i tak było
świetnie.
Po
przejściu przez hangary muzealne, przeczekaniu najgorszej ulewy i
oglądnięciu wystawy udaliśmy się w kierunku pasa startowego, gdzie
odbywała się główna część imprezy - pokazy lotnicze. Z samego muzeum
zdjęć nie mam, bo nie bardzo mnie to ciekawiło, a i warunki do zdjęć
były ciężkie - było strasznie ciemno. Zaraz po wyjściu z hangarów
zobaczyliśmy pierwsze maszyny szalejące po niebie. Pogoda była okropna i
niestety większość zdjęć jest dosyć szara i ziarnista...
Niestety nie wiem, jak nazywała się ta grupa.
Po drodze minęliśmy mnóstwo straganów i stoisk, na których królowały te z jedzeniem i piwem, oraz militaria.
Gdy
wreszcie dotarłem do barierek przy pasie startowym i przepchałem się
przez publikę, aby mieć dogodne miejsce do fotografowania pokazów
zobaczyłem wreszcie właściciela głosu, który towarzyszył nam od kiedy
wyszliśmy z hangarów. Nie wiem niestety jak ten pan się nazywa, ale mogę
z pewnością powiedzieć, że wie dużo o lotnictwie i kocha o tym mówić.
Słuchało się go z przyjemnością i przy okazji można było się dowiedzieć
wiele ciekawych rzeczy, także o tym, co się aktualnie dzieje na niebie.
Jeśli powiększycie sobie te zdjęcia, to zobaczycie, jak wtedy padało. ;)
Pierwszym statkiem powietrznym, jaki obserwowałem z tamtego miejsca był jeden z najmniejszych śmigłowców.
Następnie
nadszedł czas na (moim zdaniem) najciekawszy występ tego dnia. Był to
lot Jurgisa Kairysa, który zaraz po oderwaniu się od pasa wykonał swój
numer popisowy, czyli "kobrę" - poderwał dziób do góry i przez chwilę
leciał spodem maszyny do przodu. Pierwsza moja myśl była taka, że coś
się stało i zaraz będzie katastrofa. Powtórzył ten manewr kilkakrotnie
na niebie, a i inne jego popisy zapierały dech w piersiach.
Jak widzicie, to starszy człowiek, ale lata tak niesamowicie, że jestem przekonany, iż jaja ma co najmniej ze stali. ;)
Potem wystartował samolot będący własnością muzeum i mimo sędziwego wieku maszyny, pilot dał bardzo ładny pokaz.
Jeszcze starszy ale też jary samolocik szalał po niebie jakiś czas potem.
Kolejnym
bardzo ciekawym pokazem były popisy w wykonaniu grupy lotniczej
"Firebirds". Świetnie oglądało się ich wyczyny, takie jak ewolucje
grupowe przy odległościach ok. 1,5m między samolotami, przeloty na
granicy zderzenia, czy "malowanie" dymem po niebie. Zwłaszcza, że
występowali przy akompaniamencie muzyki, między innymi jednego z moich
ulubionych zespołów - Within Temptation.
Potem
były też inne atrakcje, np. przelot wojskowego samolotu transportowego
CASA C-295, czy popisy odrzutowca. A na koniec pan Kairys znów wzbił się
w niebo i wykonał drugi pokaz. Było co oglądać. :)
Jeszcze na koniec garść różnych zdjęć z Pikniku:
A dla tych, którzy wolą ruchome obrazki film z Pikniku: